Sylwia Stachyra

Gotowała w różnych miejscach na świecie, teraz przekazuje wiedzę innym Już jako mała dziewczynka, pod nieobecność rodziców, wyciągała ziemniaki ze schowka i stojąc przed blatem na taborecie przygotowywała dla swoich znajomych frytki. Później na chwilę rozstała się z kuchnią i poszła na studia prawnicze, aby po ich ukończeniu wrócić do gastronomii ze zdwojoną siłą. Po pewnym czasie uzyskała najwyższy stopień kucharski NVQ3 i gotowała w wielu prestiżowych miejscach. Mowa o Sylwii Stachyrze, zwyciężczyni siódmej edycji Top Chefa, która tureckimi pierożkami w stylu lubelskim podbiła serca jury. Gotowanie zawsze było jej pasją, jednak dopiero po ukończeniu studiów prawniczych zajęła się tym napoważnie. Okazało się, że gotowanie to jej sposób na życie, a kulinarny świat w mgnieniu oka pochłonął ją na dobre.

– Już podczas studiów wyjeżdżałam do Anglii, później zaczęłam szkolić się w gastronomii i uzyskałam najwyższy stopień kucharski NVQ3. Następnie w Bournemouth otworzyłam własną restaurację, którą prowadziłam przez dwa lata – wspomina pani Sylwia. – Po tym czasie mogę powiedzieć, że nie żałuję ani tego, że wybrałam gastronomię, ani ukończenia studiów kompletnie z tym niezwiązanych. Studia prawnicze wiele mi dały, inaczej patrzę na świat, a gastronomia to moja pasja i sposób na życie jednocześnie.

Po kilku latach spędzonych za granicą zaczęła tęsknić za rodziną i przyjaciółmi. Jednak nie chciała jeszcze wracać i cały czas szukała nowych wyzwań. Znajoma namówiła ją do pracy na luksusowych jachtach, jako prywatny kucharz. – To było niesamowite doświadczenie – mówi nam podczas wywiadu. – Gotowałam dla milionerów, arystokracji i znanych osób. Poza tym dzięki temu pokochałam żeglowanie, bo żeby móc pracować na jachtach, musiałam przejść profesjonalny kurs w Gdyni. Już po kilku rejsach, właścicielka jednego z nich zaproponowała jej pracę w prywatnej rezydencji w Londynie. – Oczywiście się zgodziłam, ale jednocześnie zastrzegłam, że jeśli będę miała możliwość pracy z Gordonem Ramsayem, to od razu się na nią zdecyduję. Pani Sylwia już dwa miesiące później pracowała u najsłynniejszego restauratora w Europie. Jak mówi – praca pod okiem Gordona Ramsaya nie była tylko spełnieniem jej zawodowych marzeń, ale również prawdziwą szkołą życia. Pracowała w zawrotnym tempie, nawet po kilkanaście godzin dziennie. Po tygodniu była już odpowiedzialna za konkretną sesję i nadzorowała pracę kilku osób. Kochała to, ale wyczerpanie organizmu i tęsknota za rodziną dawały się we znaki. – W końcu do Londynu przyleciał mój narzeczony i dał mi jasno do zrozumienia, że nie przyjechał do mnie, a po mnie – mówi. – Później okazało się, że faktycznie potrzebowałam takiej zmiany, bo wreszcie miałam czas na życie prywatne.

Jak znalazła się w programie Top Chef? – To był całkowity przypadek – odpowiada nam. – Koleżanka powiedziała mi, że odbywają się eliminacje, a jako że byłam bardzo blisko tego miejsca stwierdziłam, że idąc na nie niczego nie stracę. Można powiedzieć, że poszłam na eliminację z ulicy i uwierzcie, że
kompletnie nie spodziewałam się wygranej. To były trzy miesiące ciągłego stresu, ale też kolejna, bardzo pouczająca lekcja.

Pani Sylwia aktualnie pracuje jako konsultant w restauracjach, pomaga układać menu i trenować pracowników, ale także prowadzi własne szkolenia kulinarne, w ramach swojej firmy CookShe. Na jednych z nich, odbywających się w Ośrodku Wczasowym „Wodnik” w Ostrowie obok Jastrzębiej Góry,
mieliśmy okazję z nią porozmawiać.

– Aktualnie moim celem jest przekazywanie innym własnej wiedzy – tłumaczy. – To bardzo istotne, aby nabyte umiejętności przekazywać młodszym, bo to właśnie w nich jest siła i ogromny potencjał. Poza tym polska gastronomia nadal zostaje w tyle, dlatego też bardzo ważne jest przekazywanie młodszym tego, czego sama nauczyłam się przez te wszystkie lata.

Anna Kordunowska

Zapisz swoją restaurację do plebiscytu